Szukaj
  • pitorasmail

Kaliszany, Suchary i Parality Party


Inspirując się rewelacyjnym blogiem nurkowym (a może pamiętnikiem fakapów xD), a mianowicie „divelife.pl” , pomyślałem iż spróbuję swoich sił i wymagikuję jakieś opowiadanko. Tak więc… lecimyyyy!



Od ostatniego wodowania, mija już rok… Względy finansowe, pandemiczne oraz zmiany pracy, skutecznie uniemożliwiły na zamoczenie dupska na dłużej niż 30min w miejscu nie będącym własną łazienką. Właśnie zapodając sobie kolejną kąpiel al’a wymaczanko und relax, uświadomiłem sobie, iż trzeba ruszyć dupsko i dokonać wodowania, ale już takiego prawdziwego. Szybki kontakt z Pioterem, czy na piąteczek jest wolny i już ugadani jesteśmy.


Wstępnie plan wyglądał tak: Misja: Moczenie dupska dłużej niż 30min Cel: Kaliszany Czas operacyjny: od 9 do 20 (bo nast. dnia na rano czyt. na 4:00 do working place) Hasło przewodnie: Parality Party (o tym później ;) )


Pobudka 7:00, pakowanie ostatnich klunkrów do białej Ibizy i lecim na Czarnków. Dzień wcześniej flaszka nabita oraz część szpeju już zapakowane, więc nie było tyle do noszenia :’) Oczywiście tradycyjnie, przed podróżą na dajwing, szybka wyprawa do złotego M po coś na ząb i pizgam na dolinę Noteci!


Punkt 9 z lekkim groszem po partnura już dotarłem… - „Jestem, które mieszkanie?” (bo się przeprowadził) - „U fryzjera jestem, zaraz będę” Kurła, było tak się nie śpieszyć z jedzeniem przez wyjazdem. 30min minęło i oto jest, wariat numer zwei. Szybka organizacja jego pierdolnika i olśnienie że trzeba wincyj ołowiu zabrać xD, więc nawrotka (na szczęście jeszcze nie ruszyliśmy) po dodatkowe kilogramy i jedziemy ku naszemu zbawieniu <3.


Podróż umilała tam pogawędka, w tle plejlista z klasykami lat 90’ i 00’ i pięknie ŻÓŁTE rzepakowe pola. Po drodze szybki stoping do sklepu w małej wsi przy drodze ;) i szukamy miejsca naszego wodowania.



https://open.spotify.com/playlist/6mcfhYNXetH52PO8ZxeOGE?si=XtIvC4mOR7yHlHDUS9VN0w


Dwa szuwarowe miejsca tylko kontrolnie sprawdziliśmy czy wgl jest sens… cóż xD, udaliśmy się w miejsce które Ja już znałem. Duża przestrzeń, z kilkoma skałkami by klapnąć dupsko, kopczykami z popiołem po małych ogniskach (szkoda że grilla się nie wzięło :/) i… tu zaskoczenie nasze, stojakiem al’a ławeczka. Jeszcze większym zaskoczeniem było jak zobaczyliśmy napis „Stanowisko dla nurka” :O. To nas przekonało, zostajemy i się rozkładamy! :D



Jest LUX!


W głowie kilka pytań już od samego planowania było, na które nie do końca znaliśmy odpowiedź do czasy aż: - nie złożymy szpeju - nie ubierzemy go - nie wejdziemy do akwenu, który ma być naszym zbawieniem : )


Jednym wielkim testem było pierwsze nurkowanie w skafandrach suchych, w sumie też eksperymentem xD. Władowaliśmy 8,4 i 9,coś kg ołowiu. Zakładamy zestaw, wstajemy… o cię ch%& złoty, jak ciężko… No tak, tyle ołowiu wcześniej w mokrych piankach nie zabieraliśmy :’) Wariat #2 wchodzi, pływalność dodatnia… Idzie wariat #1 (Ja), też… nie fajnie… Wracamy się i bierzemy po kolejnym kaflu. U mnie okej, po spuszczeniu powietrza zarówno w jackecie jak i sucharze, na wdechu pływalność lekko ujemna. U Piotera nadal lekko dodatnia…



Przed party xD


Zanurzenie odbyło się arcy ciekawe, Ja schodziłem w dół i potem próbowałem go ściągać. Powiedzmy że się udało, choć na 2-3m delikatnie go wznosiło, 5-6m już było okej (na szczęście). Plan na nur był prosty: rekreacja, bez szaleństw, by obadać jak w tych sucharach pływać i pływalność opanować. Mi szło całkiem nieźle, nawet frogkick ładnie się układał, gorzej z Pioterem, za mało balastu jednak dawało o sobie znać. Minimalne dodanie powietrza na plecy i jeb do góry, istne PARALITY PARTY. Walka z jego pływalnością trwała w najlepsze, nie zapomnę momentów gdy musiałem go trzymać za ręce niczym słynne sceny zakochanych xDDD. Przez takie fakapy, z wizury robiło się hmm… gulasz, to dobre określenie. Głębokość operacyjna to takie 4-5m (mówiłem że bez szaleństw).



Jakoś płyniemy!
Kontrola gazu
Wariat#1 und Wariat#2
Wariat#2 i puchar wiejskiego plażingu

Po 40min spełnieni, i bogaci o kolejne doświadczenie, próbujemy się wygramolić z tej pięknej wodnej otulinki. Momentalnie przypomniało nam się, że szpej który mamy na plecach, jest w ch*j ciężki. Ściągamy flaszki, ulga… oj jutro plecy będą dawać o sobie znać, na 300%! Po wyjściu nie mogliśmy sobie odmówić o zrobienie z siebie balona :D, fajne uczucie, polecam dla jaj zrobić! :’)

Leżing

Wariat#1 czyli Me, chyba zadowolony ;)
Uśmiechu nie było końca!

Przed wyjazdem pomyślałem o termosie z herbatą, oj to był wykurwisty pomysł! Mimo że dupa sucha, to i tak postawiło na nogi! Szpej rozkręcony, zdejmowanie sucharów to było ciekawe, bo trzeba było zrobić to tak, aby go nie upierdolić… no upierdoliły się buty tylko. Wracając do domu, mimo że szału nie było, to i tak mega zadowoleni, banan od ucha do ucha na naszych twarzach, więc jest dobrze! Na następny raz, trzeba już konkret plan mieć oraz… wincyj ołowiu xD.


28 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie